Po godzinach cd

2025-07-22 Opowiadania erotyczne
Po godzinach cd
Następnego dnia wszystko wyglądało jak zawsze.
Garnitury, raporty, powściągliwość.
Ale ich spojrzenia były inne.
Wiedzieli.
Wieczorem zostali sami jeszcze raz.
Tym razem nie było żadnego pretekstu.
Anna tylko spojrzała na niego i bez słowa zaczęła rozpinać guziki koszuli.
Jacek podszedł, zdjął z niej ubranie kawałek po kawałku, jakby to był rytuał.
Pocałował jej kark. Powoli, z namysłem.
– Dziś się nie spieszę – wyszeptał. – Dziś będziesz moja, kawałek po kawałku.
Klęknął między jej nogami.
Dotykał ją językiem, dłońmi, spojrzeniem.
Nie spieszył się.
Wchodziła na szczyt powoli, z każdym ruchem bioder, z każdym jękiem coraz głębiej oddając się pod jego kontrolę.
Kiedy przyszło jej spełnienie, była cała rozłożona. I nie chciała inaczej.
Potem to ona uklękła. Pocałowała go tam, gdzie mężczyzna przestaje oddychać z opanowaniem.
Ssała go, pieściła ustami, aż jęknął i chwycił ją za kark.
Ale nie pozwolił sobie dojść.
Chciał więcej.
Odwrócił ją i wszedł w nią od tyłu. Oparł ją o ścianę i uderzał głęboko, mocno, rytmicznie.
Ona przyjęła go cała, bez słowa, tylko z urwanym oddechem i rozchylonymi wargami.
Ich finał znów był wspólny.
Tym razem bardziej cichy. Ale jeszcze bardziej intensywny.
Kiedy opadli na podłogę, zmęczeni, spoceni, spojrzeli na siebie jak ludzie, którzy już nie mają masek.
– To już nie tylko fizyczność – powiedział.
– Nie – odpowiedziała. – Ale dobrze, że od tego zaczęliśmy.

Następne dni przyniosły coś nowego.
Nie tylko elektryzujące spojrzenia i chwile ukradkowych dotyków, ale coś cięższego, bardziej namacalnego. W ich życiu pojawiły się nie tylko ciała, lecz także pytania.
Anna czuła, jak coś w niej się zmienia.
Nie potrafiła już udawać, że to tylko przelotny romans. Coś zaczęło ją ciążyć, wywoływać niepokój.
Na jednym ze spotkań działu, podczas przerwy na kawę, usłyszała za plecami cichy, ale przejmujący szept:
– Widziałem, jak Jacka ostatnio patrzyłaś… Myślisz, że on ciebie też?
Odwróciła się gwałtownie. To była Maria, jej najbliższa koleżanka z pracy.
– Nie wiem – odpowiedziała spokojnie, choć serce biło szybciej. – To skomplikowane.
Wieczorem, gdy Jacek ją odwiózł do domu, cisza między nimi była inna niż dotąd. Niepełna słów, ale pełna znaczeń.
– Jacek – zaczęła, gdy zatrzymał samochód przed jej blokiem – zastanawiałam się, co to właściwie jest. My. Co to dla ciebie znaczy?
Spojrzał na nią z typową dla siebie powagą, którą teraz odczytywała inaczej – jakby w jego oczach zaczynała odbijać się jakaś niepewność.
– Myślałem, że potrafię oddzielić pracę od życia. Myślałem, że to tylko ciało. Ale ty… zadajesz pytania, które nie dają mi spokoju.
– Bo ja chcę więcej – wyznała. – Nie wiem, czy to dobry pomysł. Ale nie chcę udawać.
Jacek wziął ją za rękę.
– Nie wiem, co będzie jutro. Nie wiem, czy będziemy mieli szansę na coś więcej. Ale wiem, że nie chcę przestać próbować.
Ich usta złączyły się w pocałunku pełnym obietnic i strachu.
Bo teraz między nimi nie było już tylko pożądania. Były decyzje. I konsekwencje.
Następnego dnia Maria podeszła do Anny z pytaniem, które nie dawało jej spokoju:
– Słyszałam plotki. Chcesz być tylko kochanką? Czy chcesz czegoś więcej?
Anna nie odpowiedziała od razu.
Bo nie wiedziała.
Bo czasami pragnęła tylko ciała Jacka. A czasami jego duszy.

Kilka dni później Anna weszła do gabinetu Jacka wcześniej niż zwykle. Chciała powiedzieć coś ważnego.
Znalazła go przy biurku, pochylonego nad dokumentami, z twarzą zmęczoną, ale spokojną.
– Musimy porozmawiać – powiedziała bez owijania w bawełnę.
Podniósł na nią wzrok.
– Wiem.
Wbiła wzrok w podłogę na moment.
– To, co między nami się zaczęło, zmieniło wszystko. Ale nie chcę, żebyśmy się oszukiwali. Nie wiem, czy mogę pozwolić, by to było tylko ukrytym romansem, który zniszczy nas oboje.
Jacek zamknął dokumenty. Powoli podszedł do niej, stanął naprzeciwko, tak blisko, że czuła jego oddech na twarzy.
– Ja też tego nie chcę. Ale wiesz dobrze, jak wygląda nasza rzeczywistość.
– Wiem. – Westchnęła. – Ale nie możemy żyć tylko z tego, co ukradzione.
Patrzyli na siebie przez chwilę.
Potem Jacek uniósł rękę i delikatnie przesunął palcem po jej policzku.
– Chcę z tobą być, Anna. Nie tak, jak kiedyś myślałem. Na moich warunkach. Ale tak, żebyś była pewna. Żebyśmy byli razem. Na serio.
Jej oczy błysnęły.
– A jeśli będzie trudno?
– Będzie – odpowiedział bez zawahania. – Ale my jesteśmy twardzi. I wiemy, czego chcemy.
Ujęli się za ręce.
Nie było już żadnej gry. Ani ucieczki.
Była decyzja. Była prawda. Była przyszłość, którą sami mieli stworzyć — bez względu na to, co powiedzą inni.
Zamknęli drzwi gabinetu, nie na chwilę, ale na zawsze.
Bo czasem to, co zaczyna się w tajemnicy i namiętności, może przejść w coś o wiele mocniejszego.
I wtedy, po raz pierwszy, nie musieli się spieszyć.
Bo wreszcie mieli siebie.
 

Do góry